Ależ mi minął weekend! Wolałabym żeby to się nie wydarzyło! W sobotę jak zwykle po wieczornej kąpieli wsunęłam się do łóżka. Już zasypiałam gdy nagle usłyszałam dziwny hałas, taki głuchy dźwięk jakby przytłumiony, od razu pomyślałam że pewnie moje wiszące doniczki spadły na dół do rodziców na taras. Wstałam żeby sprawdzić ale zobaczyłam że są na miejscu, położyłam się i znów usłyszałam podobny dźwięk tylko mocniejszy, podeszłam do okna i oczom nie wierzę wiszę płomienie!!!! Sięgały już ponad dach stodoły sąsiada! Szybko więc obudziłam męża i zadzwoniłam do Straży Pożarnej, mimo iż bardzo szybko przybyli na miejsce i rozpoczęli akcję nie udało się uratować budynku. Co gorsza dom znajduje się w odległości dach w dach ze stodołą. Strażacy więc pierwsze co zaczęli chłodzić dach domu. Dobrze że nic im się nie stało. Ale gorąc był taki że czułam go przez zamknięte okno, patrząc razem z mamą, a mój tato z mężem wyszli na zewnątrz ale nic już się niestety nie dało ratować tym bardziej że sąsiad trzymał tam trochę sprzętu spalinowego którego zbiorniki zaczęły wybuchać. No po prostu oczom nie wierzyliśmy patrząc na to co się dzieje i w jak zastraszającym tempie płomienie ogarniają budynek po paru minutach zawalił się dach. Strażacy naprawdę robili wszystko co było można, ale częściowo drewniany budynek i do tego łatwo palna benzyna zrobiły swoje. Wszystko się spaliło a rano zobaczyliśmy dopiero ogrom zniszczeń, nawet drzewa u sąsiadów z boku miały zwiędnięte i zbrązowiałe liście. A u nas zabudowa dość gęsta, drogi dojazdowe wąskie ale dobrze że dwie więc z dwóch stron Straż mogła podjechać. Wszyscy chyba tej nocy już nie zasnęli, bo my po takich wrażeniach to nie mogliśmy z mężem zasnąć. Pożar potrafi się błyskawicznie rozprzestrzenić, wszystko trwało kilka minut i cały budynek płonął. Nie wiadomo od czego się zapaliło, teraz chodzą i badają sprawę. Dobrze że sąsiadom nic się nie stało, to bardzo dobrzy ludzie rzadko się takich spotyka, pamiętam jak się bawili na naszym weselu. Są bardzo zgraną rodzinką tylko brać przykład i nie przesadzam tu ani trochę.